Aktualności

O Nas
Historia zakonu
Duchowość
Postacie naszego zakonu
Nabożeństwa  
Modlitwy eucharystyczne  
Czytelnia  
Rozważania codzienne  
Kontakt  

 

 

"Wpatruj się w Niego, rozmyślaj o Nim i staraj się Go naśladować"
Św.Klara
 



Zapraszamy
na
rekolekcje dla dziewcząt


 Dodano: 01-05-2010

TRZYMAŁ MNIE ZA RĘKĘ

- świadectwo s. M. Franciszki

od Matki Jasnogórskiej

         28 marca dane mi było przeżyć piękną rocznicę 25-lecia Profesji św., dlatego pragnę podzielić się mą radością, którą mam w sercu, bo przecież jubileusz to czas szczególnej łaski, czas wdzięczności, ale również i radości.

         Powołanie zakonne, którym obdarzył mnie Pan, odbierałam zawsze jako niesamowity Boży dar, darmo mi ofiarowany, jako perłę o szczególnym blasku. Prawdą jest, że Pan powołuje kogo chce i kiedy chce.

         Już jako dziewczynka myślałam o życiu zakonnym. Pragnienie, by oddać swe serce Jezusowi, mogę tak powiedzieć, rosło ze mną, choć na początku nie wiedziałam, że będzie to droga w zakonie kontemplacyjnym, bowiem zamierzałam wstąpić do zgromadzenia apostolskiego. Dopiero po kilku latach, na modlitwie, Pan odsłonił mi swoją wolę, a że chciałam ją wypełnić w swym życiu, nie byłam obojętna na to nowe natchnienie. Poczułam się jednakże trochę bezradna, ponieważ właściwie nic nie wiedziałam o życiu klauzurowym. Pan jednak prowadził mnie i trzymał za rękę.

         Pojechałam na Jasną Górę, by przed Matką Bożą wymodlić się i uprosić potrzebne światło. Odwiedziłam też Ośrodek Powołań i tam przeglądając albumy bardzo szybko „pojawiły się” SS. Klaryski od Wieczystej Adoracji i to nie tylko w mych rękach, jako album zakonu, ale i w mym sercu. Jakoś wewnętrznie poczułam się pewna, że to jest właśnie to, czego szukałam.

         Dziś, po latach życia za klauzurą, mogę wyznać, że nie pomyliłam się. Jestem bardzo szczęśliwa i wdzięczna Jezusowi, że właśnie mnie obdarzył tak wielką łaską, jaką jest moje piękne, eucharystyczne powołanie. Żyjąc pod jednym dachem z Panem, trwając na adoracji i uwielbieniu Bożych tajemnic oraz doświadczając Jego miłości, kiedy można „swą głowę położyć na Sercu Pana”, jestem świadoma, że posiadam bezcenny dar, który przerasta mój umysł i serce. Mogę jedynie z pokorą go przyjmować każdego dnia na nowo i trwać w dziękczynieniu i jednocześnie zadziwieniu wobec Bożej hojności.

         Dziś, przeżywając swój jubileusz, uwielbiam Pana z całej mej duszy i zawierzam dalsze swe życie Miłosierdziu Bożemu. Za św. Pawłem, którego Rok Jubileuszowy obchodzimy (co jest wielką radością dla mnie), pragnę wołać – wiem Komu uwierzyłam! Tak, ufam memu Panu i wiem, że jak u początku mego powołania i przez całe dotychczasowe życie prowadził mnie trzymając za rękę, tak Jego Miłość będzie mnie wiodła i dodawała sił, bym mogła do końca wypełnić Jego Najświętszą Wolę.

 

s. Maria Franciszka

od Matki Jasnogórskiej

 Dodano: 31-03-2009

Boża Iskra rzucona na kęcką ziemię

28 stycznia nasza wspólnota przeżywała doniosły moment zamknięcia procesu beatyfikacyjnego na szczeblu diecezjalnym naszej Siostry i Matki, a zarazem zasłużonej Fundatorki kościoła i klasztoru w Kętach, Marii od Najświętszego Serca Jezusa – Walentyny Łempickiej (1833-1918).

Służebnica Boża była tym ewangelicznym Zaczynem, tą Bożą Iskrą, która rzucona tu na kęcką ziemię zapaliła swą gorliwością wiele dusz, stworzyła ognisko głębokiego życia religijnego skupionego wokół Eucharystii. Była osobą pełną głębokiej wiary, zatroskaną o chwałę Bożą i dobro swojego Zgromadzenia, rozmodloną, stałą w swoich ideałach i postanowieniach, troskliwą i pełną poświęcenia. Wszyscy, którzy mieli z nią kontakt, widzieli w niej człowieka Bożego.

Uroczystości kończące jej proces beatyfikacyjny na szczeblu diecezjalnym miały miejsce w Sanktuarium Wieczystej Adoracji Najświętszego Sakramentu w Kętach. Rozpoczęły się o godz. 11.00 ostatnią sesją Trybunału pod przewodnictwem Jego Ekscelencji Ks. Bpa Tadeusza Rakoczego. Po wysłuchaniu sprawozdania z prac Trybunału beatyfikacyjnego, jego członkowie złożyli swe podpisy pod dokumentami zamykającymi proces w diecezji.

Zwieńczeniem tego dnia była uroczysta dziękczynna Msza św. pod przewodnictwem naszego Ordynariusza. Ks. Biskup w swoim kazaniu przedstawił sylwetkę duchową Matki Marii. Podkreślił, że „właśnie tutaj – w Kętach – spędziła ona większą część swego pobożnego życia. Była nieustannie zjednoczona z Bogiem przez modlitwę, dzięki której potrafiła przyjmować z pokorą różne wydarzenia i sytuacje, rozpoznawać w nich wolę Bożą. I ta modlitwa pozwoliła jej wytrwać przy Bogu aż do końca. Siły do przezwyciężenia trudności szukała w Eucharystii, bo to Eucharystia jest Ľródłem wszelkiej formy świętości”. Na koniec swego pasterskiego słowa Ks. Biskup modlił się też o rychłą beatyfikację Matki, aby i ona dołączyła do grona świętych i błogosławionych.

Wśród kapłanów koncelebrujących znaleĽli się m. in. Ks. Prof. Stefan Ryłko CRL z Krakowa, który jako delegat biskupa prowadził proces naszej Matki oraz Ks. Prałat Tadeusz Zaborny z Rypina w diecezji płockiej – miejsca chrztu Służebnicy Bożej.

Na koniec Eucharystii złożyłyśmy nasze serdeczne podziękowania wszystkim osobom zaangażowanym w proces, a jako dar szczególny dla Parafii p.w. Trójcy świętej w Rypinie przekazałyśmy kopię portretu Matki.

Swoje podziękowania wyrazili także czciciele Matki Marii. W imieniu władz miejskich Pan Burmistrz Roman Olejarz odczytał okolicznościowy list gratulacyjny.

Po Mszy św. cała zgromadzona dokumentacja została zalakowana i opatrzona pieczęciami biskupimi. Akta procesowe i materiały zebrane przez Komisję Historyczną, obejmujące łącznie blisko 4000 stron, w najbliższym czasie zostaną przekazane do Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych w Rzymie.

Zakończenie procesu beatyfikacyjnego naszej Matki zbiegło się z inauguracją Jubileuszu 100-lecia wystawienia Najświętszego Sakramentu w naszym przyklasztornym kościele. W tym kontekście, warto sobie uświadomić, że to dzięki Służebnicy Bożej nasze Sanktuarium jest miejscem intensywnej modlitwy, gdzie codziennie gromadzi się wiele dusz na uwielbienie i adorację. Nasz kościółek – jak potocznie mawiają kęczanie – jest cichym centrum duchowym miasta, miejscem ukojenia, pojednania z Bogiem, miejscem refleksji, wyciszenia i szukania na kolanach woli Bożej. W półmroku tego kościółka narodziło się niejedno powołanie. Panu obecnemu w Najświętszym Sakramencie spodobało się dla zasług tej pokornej Zakonnicy udzielać tu Swych łask, rozlewając je na miasto i świat.

 Dodano: 02-02-2009

„Na Krzyż patrzę z San Damiano”

Ta wielokrotnie śpiewana przez nas pieśń franciszkańska w tych dniach stała się nam szczególnie bliska, ponieważ od 5 do 10 stycznia 2009 gościłyśmy w naszym klasztorze wierną kopię Ikony Krzyża z San Damiano, z racji przeżywanego w Zakonie Franciszkańskim Jubileuszu 800-lecia zatwierdzenia Reguły.

Codziennie adorując Najświętszy Sakrament kontemplowałyśmy również ten święty Krzyż, uwielbiając Chrystusa Ukrzyżowanego i niezmierzoną miłość Boga wyrażoną w Misterium Paschalnym. Czwartek (8 stycznia) był dniem wspólnotowej adoracji. Z serc naszych płynęła modlitwa św. Franciszka: „Najwyższy, Chwalebny Boże, rozjaśnij ciemności mojego serca...” W cichej modlitwie wypraszałyśmy u Pana pełnego chwały i majestatu, dla siebie, naszej wspólnoty i całego Zakonu Serafickiego, prawdziwą wiarę, niezachwianą nadzieję i doskonałą miłość, jak również żarliwe pragnienie by w swym życiu wiernie wypełnić wolę Bożą.

W piątek (9 stycznia) o godz. w procesji przeniosłyśmy Ikonę do naszego kościoła, gdzie zebrani wierni mieli możność oddania czci Chrystusowi. Pod przewodnictwem Ks. Kapelana odmówiliśmy wspólnie Koronkę do Miłosierdzia Bożego i odprawiliśmy nabożeństwo Drogi Krzyżowej. O godz. 17.00 rozpoczęła się Msza św. koncelebrowana, której przewodniczył i homilię wygłosił O. Gwardian z kęckiego klasztoru OO. Reformatów – o. Bernard Potępa OFM.

W sobotę (10 stycznia) o godz. 17.00, po modlitwie liturgicznej Nieszporów, Ikona Krzyża z San Damiano została przeniesiona w procesji ulicami miasta do kościoła OO. Franciszkanów.

W sercach naszych pozostała głęboka radość i wdzięczność za liczne łaski, które spłynęły na nas w tym szczególnym czasie peregrynacji.


„Wielbimy Cię, Panie Jezu Chryste, tu i we wszystkich kościołach Twoich, które są na całym świecie i błogosławimy Tobie, że przez Święty Krzyż Twój odkupiłeś świat”. (św. Franciszek z Asyżu)

 Dodano: 15-01-2009

WSPOMNIENIE
O ŚP. S. M. GAUDENSIE
OD ŚW. OJCA FRANCISZKA
(BARBARZE STROMCZYŃSKIEJ)
1921-2008

Siostra Maria Gaudensa urodziła się 9 maja 1921 roku w Częstochowie pod czujnym okiem Jasnogórskiej Pani, jako córka Antoniego – instalatora wodnego i Otylii z domu Fijałkowskiej – nauczycielki. W dwanaście dni po przyjściu na świat została ochrzczona i otrzymała imię Barbara. W wieku 10 lat przyjęła sakrament bierzmowania już we Włocławku, gdzie zamieszkała rodzina Stromczyńskich po opuszczeniu domu w Częstochowie. W tym nadwiślańskim mieście siostra M. Gaudensa spędziła dzieciństwo i lata młodości. Ukończyła Liceum Pedagogiczne i Szkołę Handlową, po czym rozpoczęła pracę nauczycielki oraz aktywnie włączyła się w działalność harcerską.
W latach edukacji szkolnej była związana ze Zgromadzeniem Sióstr Zmartwychwstania Pańskiego oraz Zgromadzeniem Sióstr Urszulanek Unii Rzymskiej, mimo to jednak ostatecznie 23 lutego 1953 roku, odpowiadając na Boże wezwanie wstąpiła do naszej wspólnoty w Kętach. 6 marca tegoż roku rozpoczęła postulat, a 7 miesięcy później, w uroczystość św. Franciszka została obleczona w habit zakonny i jednocześnie otrzymała nowe imię – s. Maria Gaudensa od św. Ojca Franciszka. 20 listopada 1954 r. złożyła pierwsze śluby zakonne, a 6 lat później – 30 października profesję uroczystą.
Całym sercem poświęciła się Bogu i z wielkim oddaniem służyła zgromadzeniu. Spełniała wiele odpowiedzialnych obowiązków. Piastowała urząd przełożonej, mistrzyni nowicjatu, dyskretki. Była archiwistką, bibliotekarką, a także pełniła funkcję sekretarki Federacji św. Klary.
S. M. Gaudensa nie była wolna od cierpień fizycznych, zwłaszcza w ostatnich latach ziemskiej pielgrzymi Boski Oblubieniec podzielił się z Nią cząstką swego Krzyża. Na skutek chorób i różnych dolegliwości stale przebywała w swej celi pozbawiona możliwości uczestniczenia w ćwiczeniach zakonnych wspólnoty. Nie mniej jednak pozostała bardzo aktywna: pisała kronikę klasztorną, prowadziła korespondencję, m.in. z byłymi swymi wychowankami, wykonywała robótki szydełkowe. Nigdy nie zaniedbywała modlitwy, zwłaszcza gorliwie pielęgnowała rozważanie tajemnic różańcowych. Pamiętała o wszystkich intencjach wspólnoty, Kościoła, a także osób, które Pan postawił na Jej drodze życia. Sięgała ona także poza doczesność i obejmowała dusze cierpiące w czyśćcu, do których miała szczególne nabożeństwo. Uczyniła heroiczny akt, na mocy, którego wszelkie dary duchowe, także te, które inni składali dla niej samej, ofiarowała za zmarłych.
 W czasie ostatnich dwóch miesięcy życia cierpienie bardzo się nasiliło i ból niemal stale Jej towarzyszył. Znosiła go z wielką cierpliwością i poddaniem się woli Bożej, bez skargi, pokrywając dolegliwości humorem i uśmiechem. Z ogromną wdzięcznością przyjmowała ofiarowaną Jej pomoc.
Odeszła do domu Ojca po wieczną nagrodę cicho i spokojnie 20 listopada 2008 r. o godz. 9.30, w 54 rocznicę pierwszej profesji, w wigilię Ofiarowania Najświętszej Maryi Panny. Przeżyła 87 lat i 6 miesięcy, z czego 55 lat w klasztorze. Jej przejściu do lepszego życia towarzyszyła gorąca modlitwa sióstr.

 Dodano: 24-11-2008

Jedyna spośród wielu dróg

- świadectwo Srebrnej Jubilatki

s. M. Goretti od Dobroci Bożej 

Historia mojego powołania? – Tak trudno ją przeniknąć i zrozumieć do końca, a co dopiero o niej pisać. Wydaje mi się, że Bóg już od naszej maleńkości, przez drobne szczególiki i wydarzenia życia, żłobi w nas ten charakterystyczny rys, który pomaga nam w wieku dojrzałym obrać tę jedyną spośród wielu dróg.

Jak daleko sięgam pamięcią wstecz, przypominam sobie babcię Helenę, wyrywającą cały dom (nieraz jeszcze z głębokiego snu) codziennie o godz. 5, słowami: „Zacznijcie wargi nasze chwalić Pannę Świętą...”, i mamę wtórującą jej w tym. Była to jej ulubiona modlitwa do Matki Bożej. Niejednokrotnie budziło to mój sprzeciw i bunt, dlaczego dzień po dniu nie da nam dłużej pospać, czy nie może śpiewać sobie tej modlitwy po cichu? To był właśnie jeden z wielu szczegółów: miłość i wierność w oddawaniu czci Matce Bożej przez babcię – znak doceniony przeze mnie dopiero dużo później.

Następnym przejawem Bożego działania w moim życiu były pieśni śpiewane wieczorami przez mamę. Te bożonarodzeniowe, śpiewane z „Kantyczki” babci, były wesołe, ale pieśni pasyjne były przejmujące. Wchodziły głęboko w mój umysł i serce, pobudzały do myślenia, a często i do łez. Zwłaszcza pieśń „Klęczał w Ogrójcu modląc się Ojcu”. Te piękne, stare zwyczaje kształtowały duszę dziecka, choć rodzice nieraz nie zdawali sobie z tego sprawy.

Kolejnym znakiem był zawał serca i nagła śmierć taty. Tato był z natury człowiekiem bardzo spokojnym. Z powodu wykonywanej pracy do domu wracał późno. Niejednokrotnie, już w półmroku, nagle przebudzona, dostrzegałam jego plecy pochylone w modlitwie wieczornej. Ból mamy po jego śmierci i moja cicha dziecięca refleksja nad odchodzeniem z tej ziemi i niepewnością życia, rodziły pytanie: czy nie lepiej nie zakładać rodziny i żyć samotnie, by oszczędzić komuś cierpienia po swym odejściu? – To nurtowało me serce.

Widok siostry zakonnej, pochodzącej z sąsiedztwa, skierował me myśli na klasztor. Pragnienie takiego życia poczułam już podczas I Komunii św., ale z początku była to tylko fascynacja tym, co zewnętrzne, m.in. ubiorem. Z czasem przerodziła się ona w głębszą potrzebę modlitwy i bycia z Bogiem, Nieśmiertelnym Królem Wszechświata. Lubiłam samotność i rozmyślania o wieczności. W tym czasie nie przywiązywałam jednak jeszcze do tego większego znaczenia i chodziłam swoimi drogami.

Dopiero odwiedziny w klasztorze wspomnianej siostry, obudziły we mnie te uśpione pragnienia i wtedy zapadła ostateczna decyzja: wstępuję! Ponieważ byłam niepełnoletnia, mama musiała wyrazić zgodę, co nie było dla niej łatwe. Liczyła na moją pomoc w wychowywaniu młodszego rodzeństwa, nalegała bym przynajmniej ukończyła szkołę. W końcu widząc moje zdecydowanie, odpowiedziała: „jak sobie pościelisz, tak się wyśpisz”.

Do tej pory powołanie zakonne i małżeńskie były dla mnie jednakowo cenne, chociaż głębiej nie analizowałam tych dwóch wartości. Teraz musiałam świadomie odrzucić jedną z nich. Była to trudna decyzja. W ostatni wieczór spędzony w domu rodzinnym, oglądając telewizję, zobaczyłam rozradowaną matkę z dzieckiem i to w pełni uświadomiło mi, z czego rezygnuję.

Wybrałam zakon i 14 lipca 1980 r. zapukałam do furty klasztornej. Rezygnując z fizycznego macierzyństwa, powoli dojrzewałam do macierzyństwa duchowego. Tak oto, spośród tych, których znałam i tych, których spotykam obecnie w moim życiu, nikogo nie pozostawiam w zapomnieniu. W swoich modlitwach polecam Bogu ich samych, ich rodziny i znajomych, wierząc, iż wszyscy spotkamy się kiedyś w wieczności.

Dar powołania to wielka łaska i równocześnie tajemnica dla duszy, która go doświadcza. Pragnę nieustannie, pomimo mych ograniczeń, kochać Boga i wspierać modlitwą wszystkich ludzi. Oby Pan prowadził mnie nadal, udzielał swych łask i obdarzał nieustannie swym miłosierdziem do wiernego trwania przy Nim aż do ostatnich chwil na ziemi.

 

 

s. M. Goretti

od Dobroci Bożej

 Dodano: 01-07-2008

25 lat trwania w nieustającej adoracji

- Srebrny Jubileusz s. M. Jadwigi

Myślę, że łaska mojego powołania zaczęła się uwidaczniać już w okresie dzieciństwa w czasie przygotowywania się do I Komunii św. Jednym z zewnętrznych elementów tego przygotowywania była sukienka. Na pytanie mamusi, jaką chcę mieć sukienkę, odpowiedziałam, że długą tak, jak siostry zakonne. Bardzo też lubiłam przebywać w obecności sióstr, cieszyłam się, gdy je spotkałam na Mszy św., w której i ja uczestniczyłam. Starałam się nawet zajmować w kościele miejsce blisko nich. Siostry pracujące przy naszym kościele należały do Zakonu Franciszkańskiego, nosiły sznur i różaniec, dlatego jako dziecko marzyłam, abym kiedyś jak one nosiła sznur z różańcem. Tak oto siostry i strój zakonny stały się przedmiotem moich dziecięcych pragnień. Wierzę, że już wtedy poprzez te zewnętrzne znaki, Bóg cicho pukał do mego serca, pociągał ku sobie i zapraszał mnie do pójścia za Nim.

Krótko po skończeniu szkoły zaczęłam na poważnie myśleć o wyborze drogi życiowej. Nie dawała mi spokoju myśl o życiu zakonnym. W końcu postanowiłam zgłosić się do pewnego zgromadzenia czynnego. Tam jednak mnie nie przyjęto ze względu na stan zdrowia (bardzo słaby wzrok). Choć było mi przykro, wierzyłam, że Pan Jezus wysłucha mych modlitw i zostanę siostrą zakonną.

Wróciłam do domu i zaczęłam szukać pracy. Mój ksiądz proboszcz, dziś już śp. Ks. Prałat Jan Świtkowski, wiedział o moich pragnieniach i niepowodzeniach, bardzo chciał mi pomóc i modlił się za mnie. Pewnego dnia przyjechała do mojego rodzinnego miasta Matka Generalna Sióstr Albertynek. Ks. Proboszcz powiedział jej o mnie i umówił nas na spotkanie. Podczas serdecznej rozmowy ze mną, Matka zgodziła się mnie przyjąć do swego zgromadzenia. W wyznaczonym terminie pojechałam zatem do Krakowa. Po krótkim czasie aspiratu, otrzymałam wraz z innymi kandydatkami strój postulancki. Radość moja z tego, że jestem w klasztorze, była wielka, nie trwała ona jednak długo. Wystąpiły u mnie dolegliwości, których wcześniej nie miałam, z tego powodu musiałam opuścić zgromadzenie, lecz do dziś utrzymuję kontakt z Siostrami Albertynkami.

W tym czasie znalazłam zatrudnienie w zakładzie opieki dla dzieci upośledzonych w Grojcu k/ Oświęcimia. Praca była trudna, ale obecność sióstr dodawała mi sił. W chwilach wolnych modliłam się w ich prywatnej kaplicy. Nie przestawałam też błagać Pana Boga, abym mogła żyć w klasztorze. Wierzyłam, że Jezus mnie wysłucha. Ciągle jednak myślałam o zgromadzeniu czynnym.

Kiedyś będąc w podróży spotkałam siostrę zmartwychwstankę i zwierzyłam się jej z moich pragnień. Zachęcona przez nią przyjechałam do Kęt. Ponieważ nie znałam miasta, zapytałam kogoś z przechodniów, gdzie tu jest jakiś klasztor sióstr – nie wiedziałam, że w Kętach są dwa zgromadzenia. Ponieważ staliśmy blisko SS. Klarysek od Wieczystej Adoracji, wskazano mi właśnie ten kościół i klasztor. Tu zatem skierowałam swe kroki. Tak się złożyło, że furta w tym czasie była chwilowo zamknięta, postanowiłam więc zwiedzić miasto, a potem wrócić. Pomyślałam też, że jeżeli przyjdę i zastanę furtę otwartą, będzie to znak, że wolą Bożą jest, żebym tu była. Rzeczywiście, po powrocie zostałam wpuszczona do środka.

Po rozmowie z Matką Przełożoną i Matką Mistrzynią zorientowałam się, że zgłaszam się do klasztoru klauzurowego. Pan Jezus widać chciał mnie tu mieć. Wielebna Matka zgodziła się mnie przyjąć i miesiąc później przekroczyłam próg klauzury papieskiej. Nie obyło się bez lęku. Z biegiem czasu jednak coraz bardziej kochałam życie ukryte w klauzurze. Pan Bóg chciał wypróbować moje powołanie i doświadczył mnie kolejną chorobą. Leczenie trwało pół roku, a ponieważ nie zanosiło się na koniec, dlatego znowu trzeba było na jakiś czas opuścić zgromadzenie i wrócić do rodziny. W domu bardzo szybko znalazłam lekarzy, którzy postawili trafną diagnozę i zastosowali skuteczną terapię. Wszystko to trwało aż dwa lata. Był to jednak czas ciągłego błagania, abym mogła powrócić do klasztoru, który bardzo pokochałam. Choć stosunkowo krótko byłam we wspólnocie Sióstr Klarysek, ale wystarczyło, abym zdążyła napełnić się duchem tego zgromadzenia. Ciałem byłam w domu, przy rodzinie – duchem jednak gdzieś daleko, w Kętach. Po dwóch latach powróciłam z radością. Nie było już lęku, jak za pierwszym razem. Znalazłam tu wszystko i wszystkich. Po półrocznym postulacie i dwuletnim nowicjacie złożyłam pierwsze śluby zakonne, a następnie śluby wieczyste.

Dziś, po 25 latach trwania w nieustannej adoracji Najświętszego Sakramentu wiem, że jestem na właściwym miejscu. Wieczysta adoracja wypełnia moje życie, Jezus jest jego centrum. Przebywanie w promieniach Boskiego Słońca daje mi siły do kroczenia za Nim każdego dnia i wypraszania potrzebnych łask całemu światu. Moja droga powołania wymagała wytrwałości i całkowitego zaufania Jezusowi, dlatego na motto mojego obrazka jubileuszowego wybrałam słowa: „Wytrwajcie w miłości mojej” oraz „Dla mnie żyć to Chrystus. Wszystko mogę w Tym, który mnie umacnia”. Bogu niech będą dzięki!!!

 

s. Maria Jadwiga

od Matki Kościoła

 Dodano: 29-05-2008

„Sław języku Tajemnicę...”

Wielki Czwartek to dzień ustanowienia Najświętszego Sakramentu i wielkie Święto Miłości, zwłaszcza dla nas – adoratorek Jezusa w Hostii. Pragniemy się z tej okazji podzielić świadectwem jednej z naszych sióstr:

Adoracja Pana Jezusa wystawionego na Eucharystycznym Tronie w naszym klasztorze jest dla mnie najpiękniejszą chwilą zarówno dnia jak i nocy. Jest także umocnieniem w podążaniu za Jezusem drogą rad ewangelicznych, nadaje sens mojemu zakonnemu życiu.

Jeszcze przed wstąpieniem do klasztoru również dużo się modliłam. Chodziłam na adorację do kościółka kolejowego w Sosnowcu – miejscowości, w której się urodziłam i wychowałam. Wtedy to czułam się jak ewangeliczna Maria wpatrzona w Mistrza. Był to czas wytchnienia, odpoczynku od pracy i stawiania Jezusowi pytań o cel i sens mojego życia. Moje serce od zawsze tęskniło do adoracji Jezusa, choć wówczas jeszcze nie potrafiłam pogodzić codziennych zajęć z kontemplacją. Myślę, że Pan Jezus powoli przygotowywał mnie do tego, bym była Jego adoratorką. Pokazywał mi przyszłą drogę mego życia i odkrywał przede mną moje powołanie.

W lipcu 2003r. pojechałam na rekolekcje do Olsztyna k/ Częstochowy. Było tam dużo czasu na adorację. Wtedy to podczas jednej z takich chwil modlitwy przed Najświętszym Sakramentem poczułam w sercu, że powinnam poświęcić swoje życie Jezusowi, aby Go adorować w klasztorze kontemplacyjnym, aby składać Mu nieustannie hołd czci i uwielbienia za Jego tak bliską obecność wśród nas i wynagradzać za ludzką oziębłość i zniewagi, których doznaje. Pod natchnieniem Ducha Świętego wybrałam klasztor Sióstr Klarysek od Wieczystej Adoracji w Kętach. Teraz mogę powiedzieć podobnie jak św. Augustyn: „Niespokojne jest serce człowieka, dopóki nie spocznie w Bogu”, dopóki nie spocznie przy Sercu Jezusa Eucharystycznego.

Dopiero w klasztorze odnalazłam w pełni szczęście. Czuję się na właściwym miejscu. Skoro Pan Jezus wybrał mnie i powołał do tego, bym była Jego adoratorką, każdego dnia odpowiadam Mu „fiat” podobnie jak Maryja i uczę się wiernie iść za Nim, aby dostąpić łaski zjednoczenia z Nim w miłości. Na wyznaczone godziny adoracji idę do naszej klauzurowej kaplicy z radością – wiem bowiem, że czeka tam na mnie Jezus. Nie mogę się doczekać spotkania z Nim. Klęcząc u stóp Najświętszego Sakramentu odmawiam najpierw w imieniu Kościoła oficjalne modlitwy: Magnificat i Akt Adoracji. Potem przedstawiam mojemu Oblubieńcowi prośby innych osób, które mi zaufały – czuję się za nie odpowiedzialna. Następnie dziękuję Jezusowi za każde dobro od Niego otrzymane, bowiem nieustanne dziękczynienie to jest szczególny rys mojego zakonnego powołania. Zresztą sama adoracja jest przedłużeniem Mszy Świętej – Eucharystii, która jest dziękczynieniem. Dlatego podczas adoracji Najświętszego Sakramentu tak bardzo ważny jest ten element dziękczynienia. Czasem sięgam po księgę Pisma Świętego, czytam jakiś fragment, rozważam, a potem po prostu trwam przed Jezusem w milczeniu i pokoju serca i patrzę na Niego, czyli Go kontempluję. Wówczas Pan Jezus – „Wspaniały Dawca Miłości” – napełnia moje serce Sobą i mogę cieszyć się Jego miłującą Obecnością i doświadczeniem Jego przyjaźni.

Bogu niech będą dzięki przez Jezusa w Przenajświętszym Sakramencie!

 

s. Maria Kamila

od Miłosierdzia Bożego

 Dodano: 20-03-2008

Rozważania Drogi Krzyżowej

Trwa Wielki Post - czas, w którym ze szczególną uwagą kontemplujemy ubogiego Ukrzyżowanego i tajemnicę Jego wielkiej miłości do człowieka. Zamieszczamy poniżej dwa rozważania Drogi Krzyżowej autorstwa o. Stanisława Przepierskiego OP. Niechaj te pełne głębi teksty pozwolą nam zanurzyć się raz jeszcze w źródle Chrystusowych ran.

Oto rozważania:

http://www.klaryski.odnowa.org.pl/images/news/DKoStanislaw.pps

http://www.klaryski.odnowa.org.pl/images/news/DKoPrzepierski.pps

 Dodano: 03-03-2008

Przygotujcie drogę Panu - ulica s. Marii Łempickiej w Kętach

Przygotujcie drogę Panu (Mt 3,3). U progu Adwentu, szczególnej mocy nabrały dla nas te słowa Janowego wezwania, bowiem 8 grudnia w Święto Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny miało miejsce ważne dla nas wydarzenie – nadanie nazwy jednej z ulic w Kętach imienia s. Marii Łempickiej.

Już końcem zeszłego roku powstał projekt obywatelski, by tak właśnie „ochrzcić” małą, bezimienną uliczkę, przylegającą od strony południowej do muru naszego klasztoru. 28 września 2007 Rada Miejska podjęła w tej sprawie stosowną uchwałę, jednak przeprowadzenie tej uroczystości postanowiłyśmy przełożyć na grudzień, tak, by był czas na dopełnienie wszelkich formalności. Wybrałyśmy zatem dzień 8 grudnia – datę tak bardzo związaną z Osobą Matki Marii. To właśnie tego dnia miała Ona swe obłóczyny i pierwsze śluby u felicjanek, ten też dzień wybrała na wizytę u cara Aleksandra II, a przyjąwszy imię Marii od Najświętszego Serca Jezusa, pragnęła wraz z Maryją obchodzić swe imieniny. Zawsze kochała Niepokalaną i uważała się za Jej niegodną córkę.

Każda ulica przypomina, że ludzkie życie jest drogą prowadzącą do celu ostatecznego, którym jest Królestwo Niebieskie. Świadome tego symbolicznego znaczenia drogi, pragnęłyśmy nadać temu wydarzeniu głębszy, religijny charakter.

Uroczystość nadania nazwy ulicy rozpoczęła się o godz. 10.00 Mszą Świętą w intencji rychłej beatyfikacji naszej Matki Fundatorki. Głównym celebransem był proboszcz z Osiedla ks. Jerzy Musiałek, a koncelebrowali: ks. Prof. Stefan Ryłko, ks. Alojzy Kegel, o. Rajmund Wilk OFM i nasz kapelan ks. Marian Niziołek. W tym zacnym gronie zabrakło poważnie chorego ks. proboszcza Franciszka Knapika. Od ołtarza popłynęła jednak ufna modlitwa w jego intencji.

Ks. Jerzy wygłosił piękne okolicznościowe kazanie. Jego słowa, pełne ducha i mocy, zachęcały nas wszystkich do gorliwego naśladowania Niepokalanej na wzór Służebnicy Bożej Matki Marii. Podkreślając szczególnie postawę uwielbienia Boga i całkowitej ufności, przytoczył dewizę życiową naszej Matki: ten ufa prawdziwie, kto ufa do końca. W Mszy Świętej udział wzięli także przedstawiciele władz samorządowych naszego miasta.

Po błogosławieństwie mszalnym wszyscy zebrani zgromadzili się w bocznej kaplicy przy sarkofagu Matki Marii. S. Faustyna w imieniu naszej wspólnoty zakonnej złożyła wiązankę kwiatów, a ks. Kapelan odmówił modlitwę. Następnie procesja przeszła na róg ul. Kościuszki i ul. Łempickiej, gdzie przy pięknie udekorowanej tablicy z nową nazwą ulicy miała miejsce dalsza część ceremonii. Po krótkim wprowadzeniu Przewodniczący Rady Miejskiej p. Józef Skudlarski odczytał tekst uchwały, Pan Burmistrz Roman Olejarz odsłonił tablicę i rozpoczął przecinanie biało-czerwonej wstęgi. Potem nożyczki przechodziły z rąk do rąk ku radości wszystkich, a zwłaszcza mieszkańców tej nowonazwanej ulicy. Kiedy już dokonano aktu przecięcia wstęgi, nasz ks. Kapelan odmówił specjalną formułę błogosławieństwa: Ojcze Niebieski, Ty dajesz nam wiele dowodów swojej dobroci, uczyń nas wdzięcznymi za to, co dla nas czynisz. Spójrz z miłością na wszystkich mieszkańców naszego miasta, którzy w Tobie pokładają nadzieję. Pobłogosław tę ulicę oraz tych, którzy będą tu mieszkać i tędy przechodzić. Udziel nam wszystkim Twego pokoju, zachowaj nas od zła i prowadź nas drogami zbawienia, abyśmy po naszym doczesnym pielgrzymowaniu mogli dojść do wiekuistego przebywania z Tobą w niebie. Następnie ruszył wzdłuż ulicy i poświęcił ją całą, okrapiając obficie wodą święconą. Za nim w radosnym pochodzie, wśród śpiewu pieśni „Błogosław Panie nas”, podążyli wszyscy uczestnicy ceremonii.

Na koniec w kilku ciepłych słowach zwrócił się do zebranych Pan Burmistrz, wyrażając swą radość i gratulacje. Całość zwieńczyło szczere podziękowanie z naszej strony za ten wymowny gest uczczenia Matki Marii Łempickiej, który jest dowodem szacunku i wdzięczności kęczan dla naszej Służebnicy Bożej oraz uznania dla Jej osoby i dzieła.

         Pewien francuski jezuita powiedział: "Miasto, w którym ludzie umierają z głodu albo są bezdomni jest nieludzkie; lecz nieludzkie jest również to miasto, w którym nie jest obecna modlitwa jako ukryte światło”. Mamy nadzieję, że Patronka tego miejsca – Matka Maria od NSJ, której nazwisko widnieje na nowych ulicznych tablicach, będzie w sposób szczególny przypominać mieszkańcom Kęt o tym ukrytym świetle nieustannej modlitwy, która wznosi się cicho w dzień i w nocy tuż za klasztornym murem.

 Dodano: 20-01-2008

Powrót Sł. B. Matki Marii od NSJ Łempickiej do kościoła Świętej Trójcy

             Wraz z rozpoczęciem procesu beatyfikacyjnego Matki Marii Łempickiej (1833-1918), Fundatorki kościoła i klasztoru sióstr klarysek, dojrzewała myśl, aby doczesne szczątki Służebnicy Bożej przenieść z cmentarza do bocznej kaplicy w naszym kościele.

            Ten doniosły, nie tylko dla jej duchowych córek, dzień nastąpił 9 listopada 2007 r. Poprzedziła go gorąca modlitwa o stosowną pogodę do św. Jana Kantego, który gościł u nas w swych relikwiach. W modlitwach tych nie ustawała przede wszystkim nasza Wielebna Matka, zdradzając swoją głęboką pobożność do tego Świętego.

            Ze względu na jesienny czas, celem usprawnienia prac, wieczorem w przeddzień przeniesienia zebrał się Trybunał beatyfikacyjny pod przewodnictwem ks. Prof. Stefana Ryłko, by zgodnie z przepisami prawa kanonicznego, osoby powołane do przeprowadzenia ekshumacji złożyły przysięgę o sumiennym wypełnieniu powierzonego im obowiązku. Byli to: pan doktor Przemysław Łysek, biegły lekarz nadzorujący przebieg ekshumacji od strony medycznej, dwie pielęgniarki, s. M. Maksymiliana i s. M. Rafaela, dwie starsze siostry wskazujące grób Matki s. M. Niceta, wieloletnia przełożona i s. M. Teresa nasza zakrystianka, która kiedyś opiekowała się grobami sióstr. Przysięgali również pracownicy techniczni, odpowiedzialni za prace na cmentarzu: pan Andrzej Zdrowak i pan Paweł Kierpiec z Zakładu Pogrzebowego „Komaks”.

         Wczesnym rankiem, 9 listopada osoby uczestniczące w ekshumacji udały się na cmentarz. Przy sprzyjającej pogodzie (niewątpliwa zasługa św. Jan Kantego), rozpoczęły się prace fizyczne przy otwarciu grobu. Ze strony SANEPiD-u nad całością czuwała pani Stanisława Zemanek. Wszyscy w napięciu oczekiwali na wynik prac i na to, co kryje ziemia.

Ok. godz. 9.30 pracownicy techniczni wydobyli z grobu spośród resztek zbutwiałej trumny kości Służebnicy Bożej. Z największą czcią i uszanowaniem zostały one umieszczone w trumience i przewiezione do klasztoru. Tutaj na Matkę czekały już wszystkie siostry, pragnęły jak najszybciej spotkać się z nią, dotknąć jej kości i powierzyć swoje prośby prosząc o pomoc. Zanim mogły to uczynić doczesne szczątki Sł. Bożej zostały oczyszczone z ziemi, zakonserwowane i dokładnie opisane przez pana doktora P. Łyska, tak zabezpieczone spoczęły w podwójnej trumience: metalowej i drewnianej.

            Przeszło godzinę Matka Maria przebywała z siostrami za klauzurą w chórze zakonnym, nawiedziła również ważniejsze miejsca w klasztorze. Ogromne wzruszenie i radość przepełniały serca sióstr. Matka prawie po 90-ciu latach powróciła do Domu Bożego, który sama wybudowała, a swoje istnienie do dziś zawdzięcza on jej wysiłkom i poświęceniu. To niecodzienne spotkanie na granicy ziemi i nieba miało szczególną wymowę przed Sanctissimum, miejscem wielogodzinnych modlitw Matki. Nie zabrakło łez wzruszenia i modlitewnej zadumy.

            Po indywidualnej i wspólnej modlitwie siostry pożegnały Matkę i odprowadziły ją do klasztornej furty. Po czym nastąpił obrzęd zamknięcia, zalakowania i opieczętowania trumienki ze szczątkami Matki biskupimi pieczęciami, które przywiózł i czuwał nad przebiegiem całej uroczystości ks. Prałat Stanisław Dadak, kanclerz naszej kurii diecezjalnej.

W specjalnej tubie wewnątrz trumienki umieszczono protokół z ekshumacji.

            Po tej czynności nastąpił tzw. mały pogrzeb, wśród radosnego śpiewu Benedictus cztery siostry wniosły trumienkę do kościoła i umieściły ją w specjalnie przygotowanym sarkofagu wg projektu p. Edwarda Steca z Kęt w bocznej kaplicy Męki Pańskiej. Tej ceremonii przewodniczył nasz ks. Kapelan M. Niziołek, który odmówił przy sarkofagu specjalne modlitwy przewidziane na tę okazję.

            Zwieńczeniem tego bogatego w łaskę dnia była wieczorna dziękczynna Msza Święta w intencji rychłej beatyfikacji Matki Marii. Przewodniczył jej ks. Kanclerz St. Dadak. Zebrało się liczne grono księży, zaproszeni goście i mieszkańcy Kęt.

            Szczególnym gościem naszej uroczystości był ks. Prałat Tadeusz Zaborny proboszcz z Rypina, z parafii Świętej Trójcy, gdzie była ochrzczona Walentyna Łempicka. Każdego 12 dnia miesiąca, na pamiątkę daty chrztu, odbywają się tam nabożeństwa o beatyfikację Parafianki.

Ks. Prałat przybył do nas razem z ks. Władysławem Jagiełło, proboszczem z Skrwilna. Wokół ołtarza w tym dniu stanęli jeszcze: ks. Proboszcz Fr. Knapik, ks. Proboszcz J. Musiałek, ks. A. Kegel, ks. Prof. S. Ryłko, o. Ireneusz Wawryszczuk i nasz ks. Kapelan M. Niziołek.

Ks. Kanclerz wygłosił piękne kazanie. Tematem była oczywiście świętość. Za wzór postawił świętych ziem beskidzkiej i kęckiej, podkreślając, że są to ziemie świętych. W tym dniu liturgicznie przypadało święto poświecenia bazyliki św. Jana na Lateranie. Kaznodzieja odniósł się więc do tekstów czytań, a także przywołał niedawną beatyfikację Matki Celiny Borzęckiej, która miała miejsce właśnie na Lateranie. Z nadzieją wypowiedział słowa, że być może w przyszłości odbędzie się tam podobna uroczystość Matki Łempickiej.

Na zakończenie Mszy Świętej ks. Kapelan w imieniu naszej wspólnoty złożył gorące podziękowania kapłanom za obecność i wspólną modlitwę, a zwłaszcza ks. Profesorowi za trud i poświecenie w pokierowaniu pracami przy ekshumacji, a także wszystkim osobom, które w jakikolwiek sposób przyczyniły się do tego dzieła.

Tak oto Matka Maria Łempicka zasłużona Fundatorka kościoła, powróciła na miejsce, skąd prawie 90 lat temu została pożegnana przez siostry i odprowadzona na cmentarz. Powróciła do siebie, na miejsce, gdzie żyła, pracowała i zdobywała świętość. Teraz w cieniu eucharystycznej Obecności Pana czeka na dzień ostatecznego zmartwychwstania wszystkich wiernych. Ufamy, że już teraz raduje się w niebie ze swym Boskim Oblubieńcem i może nam wypraszać łaski, dlatego mając nadzieję na rychłą beatyfikację, z jeszcze większą wiarą i odwagą będziemy uciekać się do jej wstawiennictwa.

Wszystkich zapraszamy do naszego kościoła każdego 24 dnia miesiąca do wspólnej modlitwy o jej beatyfikację.

 Dodano: 18-11-2007

WSPOMNIENIE
O ŚP. S. M. PAULINIE OD MATKI BOŻEJ DOBREGO PASTERZA
MARII MICHUŁCE
1926-2007

Siostra Maria Paulina urodziła się 9 kwietnia 1926 roku w miejscowości Chłopy w malowniczej ziemi lwowskiej. Była córką Antoniego i Anny z domu Cygan. Już na drugi dzień w kościele parafialnym w Komarnie przyjęła sakrament chrztu świętego i otrzymała imię Maria. Jako dziecko pomagała rodzicom w gospodarstwie rolnym. Podobnie jak większość jej rówieśników ukończyła 7 klas szkoły powszechnej.

Po II wojnie światowej rodzina Michułków, jak wszyscy niemalże Polacy z Kresów, została wysiedlona. Antoni i Anna z dwoma synami i córką Marią opuścili na zawsze swą ojcowiznę i zamieszkali na Górnym Śląsku w okolicach Wołowa. W pamięci i sercu zachowali jednak niezatarte wspomnienie tamtych miejsc.

2 lipca 1948 roku w kościele parafialnym w Wińsku Maria przyjęła sakrament bierzmowania. Jedną z jej ulubionych modlitw w tym czasie stała się „Modlitwa o dobry wybór stanu”. Maria nie wiedziała do końca, co to znaczy, nie myślała początkowo wcale o życiu zakonnym, ale Pan upatrzył sobie tę cichą, zamyśloną duszę i powoli przygotowywał do ją podjęcia najważniejszej decyzji w życiu.

Ostatecznie, wierna Bożemu wezwaniu, 16 lutego 1953 roku wstąpiła do naszego klasztoru SS. Klarysek od Wieczystej Adoracji w Kętach i została przyjęta na siostrę zewnętrzną. 6 marca tegoż roku rozpoczęła postulat, a 27 lutego 1954 r. otrzymała franciszkański habit i nowe imię – s. Maria Paulina od Matki Bożej Dobrego Pasterza. 2 kwietnia 1956 r. złożyła pierwsze śluby zakonne, a 6 lat później – 19 marca, w Uroczystość św. Józefa, profesję wieczystą.

Z wielkim oddaniem służyła zgromadzeniu, pracując w polu i w gospodarstwie. Zimą chodziła od domu do domu z opłatkami, zbierając pieniądze na światło przed Najświętszym Sakramentem. Z podziwu godnym poświęceniem, kiedy tylko mogła, jeździła także z dewocjonaliami po odpustach, by w ten sposób zgromadzić środki potrzebne na życie sióstr i konieczne prace budowlane czy remontowe w klasztorze. Mimo, iż nigdy nie kończyła żadnych kursów krawieckich, dała się też poznać jako dobra krawcowa. Jakiś czas pomagała jednej z sióstr klauzurowych przy szyciu ornatów. To zajęcie dawało jej dużo osobistej satysfakcji. W ostatnich latach życia współpracowała z s. M. Assuntą.

Sama małomówna i milcząca, potrafiła cierpliwie słuchać, dlatego wielu powierzało jej swoje troski i smutki, licząc nie tyle na słowa pociechy, ale nade wszystko na jej modlitwę i pełen dobroci uśmiech niosący nadzieję i pokrzepienie.

Początkiem kwietnia 2007 roku lekarze zdiagnozowali u niej chorobę nowotworową. Przyjęła tę wiadomość z wielkim spokojem, wiarą i ufnością. W tym też czasie na małej karteczce drżącą ręką zanotowała słowa, które stały się niejako mottem ostatnich miesięcy jej życia, pełnych cierpienia i cichego męczeństwa. Napisała: „Panie, mój Przyjacielu, Tyś za mnie oddał życie. Ja mogę Ci oddać tylko mały ból codzienny, przyjmij go jako dowód mojej miłości”.

Zasnęła w Panu 31 października 2007 roku, w wigilię Uroczystości Wszystkich Świętych. Miała 81 lat, z czego 54 lata życia w klasztorze.


Módlmy się za tę drogą nam duszę. Niech odpoczywa w pokoju!

 Dodano: 06-11-2007

WSPOMNIENIE
O ŚP. S. M. ASSUNCIE OD OPATRZNOŚCI BOŻEJ
(JANINIE SŁOMIANEJ)
1929-2007

Siostra Maria Assunta urodziła się 14 maja 1929 roku w miejscowości Bruki, powiat Chełmno. Była córką Walentego i Antoniny z domu Żaba. 16 czerwca tegoż roku w kościele parafialnym w Unisławiu Pomorskim przyjęła sakrament chrztu świętego i otrzymała imiona Janina Stefania. Jako dziecko pomagała rodzicom w gospodarstwie rolnym. Podobnie jak większość jej rówieśników ukończyła 6 klas szkoły powszechnej. 5 maja 1950 roku przyjęła sakrament bierzmowania.

Idąc za wewnętrznym natchnieniem, 14 lutego 1957 roku wstąpiła do naszego klasztoru SS. Klarysek od Wieczystej Adoracji w Kętach i została przyjęta na siostrę zewnętrzną. 12 marca tegoż roku rozpoczęła postulat, a 8 grudnia otrzymała franciszkański habit i nowe imię – s. Maria Assunta od Opatrzności Bożej. 17 stycznia 1960 r. złożyła pierwsze śluby zakonne, a 6 lat później profesję wieczystą.

Z wielkim oddaniem służyła zgromadzeniu, pracując w polu i w gospodarstwie. Zimą chodziła od domu do domu z opłatkami, zbierając pieniądze na światło przed Najświętszym Sakramentem. Z podziwu godnym poświęceniem, kiedy tylko mogła, jeździła także z dewocjonaliami po odpustach, by w ten sposób zgromadzić środki potrzebne na życie sióstr i konieczne prace budowlane czy remontowe w klasztorze. Nie raz narażała się przy tym ówczesnej władzy, tak niechętnej osobom duchownym. Zdarzyło się nawet, że chciano ją z tego powodu obciążyć wysoką grzywną i zamknąć na pół roku w więzieniu. Dobry Bóg uchronił ją jednak od tego doświadczenia.

Od 1975 roku zajęła się szyciem kołder. Otworzyła swój własny mały „zakład”, a dzięki swej uczciwości i solidności szybko zdobyła uznanie wśród ludzi. Przybywali do niej nie tylko okoliczni mieszkańcy, ale i goście zza granicy. Wszyscy odchodzili zadowoleni z wykonanej przez nią pracy i wewnętrznie pokrzepieni. S. M. Assunta była bowiem osobą bardzo otwartą, pełną życzliwości i franciszkańskiej pogody ducha. Potrafiła cierpliwie wysłuchać i wlać w serce nadzieję, dlatego wielu powierzało jej swoje troski i smutki, licząc nie tylko na słowa pociechy, ale nade wszystko na jej modlitwę.

Od lat leczyła się na serce. Początkiem lipca 2007 roku wybrała się na wypoczynek do swej siostrzenicy do Gdańska. Tam jednak poczuła się źle, tak, że ostatecznie trafiła do szpitala. Mimo fachowej pomocy lekarskiej i prawie godzinnej reanimacji, nie zdołano przywrócić jej do życia. Zmarła wieczorem 16 lipca, a przyczyną jej zgonu była ciężka niewydolność krążeniowo-oddechowa i ostra zatorowość płucna. Najświętsza Maryja Panna Szkaplerzna, którą przez całe życie kochała i czciła, przeprowadziła ją bezpiecznie na „drugi brzeg”. Miała 78 lat, z czego 50 lat życia w klasztorze.


Módlmy się za tę drogą nam duszę. Niech odpoczywa w pokoju!

 Dodano: 30-07-2007

Nasz nowy Patron

 

Dzięki życzliwości J.Em. Ks. Kard. Mariana Jaworskiego ze Lwowa 18 czerwca przybył do nas, by pozostać z nami na zawsze w znaku swych relikwii, św. abp Józef Bilczewski. Tę drogą pamiątkę przywiózł nam zaprzyjaźniony z naszą wspólnotą ojciec duchowny lwowskiego seminarium ks. Jacek Waligóra. Była to hojna odpowiedź na pragnienie naszych serc!!!

Zawsze czułyśmy się mocno związane z osobą Świętego Arcybiskupa. Przyszedł on przecież na świat w oddalonych od nas zaledwie o 8 km Wilamowicach. Tu w Kętach zdobył swoją podstawową edukację, tu także jakiś czas pracował jako wikary. Nawiedzał nasz maleńki kościółek i zaglądał czasem do klasztornej rozmównicy, by zapytać z troską i życzliwością o los ubogiej wspólnoty SS. Kapucynek na czele z ówczesną przełożoną – dziś już Służebnicą Bożą Matką Marią od NSJ Łempicką. Wspominając tamte czasy, 18 grudnia 1901 roku ona to właśnie w liście do lwowskiego Arcybiskupa, napisała: „Niech mi wolno będzie przypomnieć Waszej Ekscelencji ową chwilę, kiedy będąc u nas przy kracie, w jakiś czas po śmierci J.Em. Ks. Kard. Dunajewskiego, powiedziałam Waszej Ekscelencji te słowa: O gdyby to Ks. Doktor został naszym Biskupem w Krakowie! Wtedy pokora Waszej Ekscelencji obruszyła się na te słowa, wołając: Co też Matka mówi! A jednak dziś ciesząc się z wyniesienia Waszej Ekscelencji żałować tylko muszę, że nie jesteśmy we lwowskiej diecezji, bo pewną jestem, że po ojcowsku byłybyśmy tam przyjęte. Lecz czegóż nie może u Boga święta modlitwa tak Czcigodnego Arcypasterza. Nie ma jednego dnia, bym w Komunii Świętej nie błagała Boga o łaski potrzebne dla Waszej Ekscelencji.” A na nadchodzące Święta Bożego Narodzenia szczerze mu życzyła „obfitości łask Boskich do rządzenia i uświęcenia całej swojej diecezji, a w końcu do otrzymania wiekuistej nagrody za pracę tak ciężką w obecnych czasach.”

Święty Arcybiskup cenił Matkę Łempicką i jej „małą trzódkę”, a swą życzliwość wobec kęckich mniszek okazywał szczególnie wówczas, gdy u niego szukały pomocy podczas kwesty na terenie jego diecezji, a w końcu, gdy pokornie prosiły o pozwolenie na połączenie z tak bliską im duchowo lwowską wspólnotą Franciszkanek Najświętszego Sakramentu (obecnie Klarysek od Wieczystej Adoracji). 15 października 1909 r. w swym oficjalnym dokumencie zezwalającym na inkorporację napisał: „...siostry kapucynki, które ponad 20 lat przebywają w Galicji, nie uzyskały dotąd zatwierdzenia; przez połączenie się z siostrami franciszkankami od Najświętszego Sakramentu zostaną tym samym zatwierdzone. Natomiast siostry franciszkanki, przyjmując siostry kapucynki do swej rodziny, zostaną bardziej wzmocnione i okrzepną, tak, że połączenie obu rodzin wyjdzie siostrom na wspólny pożytek. W tej sytuacji, po rozważeniu zgody ze strony Franciszkanek Najświętszego Sakramentu, na podstawie specjalnego i wyraźnie określonego pełnomocnictwa Św. Kongregacji do spraw Zgromadzeń Zakonnych z dnia 15 czerwca 1909 roku przyłączamy do Sióstr Franciszkanek Najświętszego Sakramentu we Lwowie Siostry Kapucynki z Kęt...

Pełni zaś dobrej nadziei zachęcamy w Panu wszystkie połączone siostry, aby pamiętając o wielkim przykładzie swego Patriarchy, czerpały ze swego połączenia duchową ochoczość oraz podnietę do cnót, “abyście postępowały w sposób godny wezwania, jakim zostałyście wezwane, z całą pokorą i cichością, z cierpliwością, znosząc siebie nawzajem w miłości” (Ef 4,1-3). By to z pomocą łask niebieskich dokonało się w obfitości, wszystkim siostrom udzielamy z miłością arcypasterskiego błogosławieństwa.”

Dziś, dziękując za to błogosławieństwo, kolejne pokolenia tamtych sióstr usilnie błagają: Święty nasz Arcybiskupie, wstawiaj się za nami

 Dodano: 22-06-2007

MAŁE MOŻE BYĆ WIELKIE

 

         Antycypując zbliżającą się 7 rocznicę ogłoszenia naszego kościoła Sanktuarium Wieczystej Adoracji Najświętszego Sakramentu, 15 listopada br. przeżywałyśmy uroczystą Mszę Świętą dziękczynną pod przewodnictwem wikariusza generalnego naszej diecezji – J. E. Ks. Bp Janusza Zimniaka

         Dostojny Celebrans w swojej homilii poruszył temat Eucharystii jako dziękczynienia. Przypomniał nam wszystkim tę wspaniałą prawdę, że Jezus w Najświętszym Sakramencie „pozostał z nami aż do skończenia świata” i pragnie nie tylko być „Bogiem z nami”, ale nade wszystko „Bogiem w nas”. Chrystusowe zamieszkiwanie w nas może się dokonywać dzięki łasce Komunii Świętej sakramentalnej. Ks. Biskup z całego serca zachęcał, by z tej łaski korzystać i Bogu dziękować, że zechciał stać się naszym Pokarmem w codzienności. Podkreślił również, jak wielkie znaczenie ma nasz mały kościółek dla Kęt. To miasto jest święte dzięki świętości życia Mistrza Jana – Profesora Krakowskiej Akademii, ale o wiele bardziej dzięki obecności Pana w Przenajświętszym Sakramencie w naszej świątyni, w której nieustannie jest wystawiony i adorowany. To, co małe bowiem, nie koniecznie jest znikome! To właśnie w maleńkości objawia się Bóg, aby okazać nam swą wielką miłość!

         Przy okazji tej uroczystości Ks. Biskup poświęcił nowe ławki do naszego kościoła. Jesteśmy niezmiernie wdzięczne wszystkim hojnym dobrodziejom, dzięki którym mogłyśmy ten śmiały projekt zrealizować. Po zakończeniu części oficjalnej Jego Ekscelencja wszedł do klauzury, by osobiście spotkać się z siostrami. Niechaj dobry Pan wynagrodzi Mu tę wielką życzliwość, którą okazuje naszej małej wspólnocie
Zobacz zdjęcie ławek

 Dodano: 02-01-2007

Biografia naszej Służebnicy Bożej M. Marii od Najśw. Serca Jezusa Łempickiej

 

         Ukazała się biografia naszej Służebnicy Bożej M. Marii od Najśw. Serca Jezusa Łempickiej.

         Koszt 1 egzemplarza - 20 zł + koszty wysyłki. Zamówienia można dokonać pod adresem:
klaryskikety@poczta.onet.pl
(przesyłka za pobraniem).

         Życzymy owocnej lektury!!!

 Dodano: 09-08-2006

Kapłański tydzień w naszym Sanktuarium!

 

         W ciągu ostatniego tygodnia 11-17 czerwca aż trzech kapłanów odprawiło u nas swoje prymicyjne Msze Święte. Byli to: ks. Krzysztof Kajdan z Katowic, ks. Marcin Wróbel z Kęt oraz ks. Tomasz Kłósek z Wałk w diecezji tarnowskiej. Uczynili to z różnych powodów, przede wszystkim łącząc się z Ofiarą Jezusa pragnęli oddać chwałę Bogu, uwielbić Go tu - w naszym Sanktuarium Najświętszego Sakramentu, ale także, aby podziękować za łaski, jakie modląc się tu otrzymali. Tak było w przypadku ks. Marcina Wróbla, kęczanina, który, jak sam wyznał cytując słowa dwóch papieży "nie mógł tu nie przybyć". Innym motywem była także ludzka wdzięczność za nasze modlitwy, jakimi otaczamy przyszłych kapłanów wspierając ich i towarzysząc im w duchowej formacji.

         Patrząc na nich, z przejęciem stojących przy Ołtarzu, mogłyśmy dzielić z nimi ich szczęście i radość oraz budować się płomienną miłością i zapałem, jaki towarzyszył im podczas Eucharystii. Oby tak ją sprawowali przez całe życie!

         Na drogę kapłańskiego życia życzymy im wytrwałości i wierności w kroczeniu za Jezusem. Niech czuwa nad Wami Boży Duch, napełniając mocą Bożą, i niech Wam wystarczy świadomość, że jesteście w potężnych rękach Boga!
Zobacz więcej zdjęć: ks. Tomasz, ks. Krzysztof oraz ks Marcin Wróbel

 Dodano: 03-07-2006

JEZU, CAŁA JESTEM TWOJA

 

         18 marca 2006 r. wpisał się w historię naszej wspólnoty SS. Klarysek od Wieczystej Adoracji jako dzień uroczystych zaślubin z Jezusem - Boskim Oblubieńcem s. Marii Bonawentury od Królowej Zakonu Serafickiego. Szczególne to wydarzenie, zarówno w życiu siostry składającej śluby, jak i jej współsióstr. Jest to także głębokie przeżycie dla wiernych uczestniczących w ceremonii. Tak było i teraz. Wzruszenie było widoczne na wszystkich twarzach. Nastrój modlitewnego skupienia, wystrój kościoła i kaplicy klauzurowej, jak i cała liturgia świadczyły o doniosłości wydarzenia. Albowiem tu właśnie, u stóp Jezusa wystawionego w Najświętszym Sakramencie, dokonał się wyjątkowy akt zawarcia wieczystego przymierza miłości. Pragnienie serca naszej Siostry spełniło się, a dawno oczekiwana chwila nadeszła.

         Uroczystość rozpoczęła się tuż przed godz. 11.00 wprowadzeniem Neoprofeski w asyście przełożonej i współsióstr do kaplicy klauzurowej. Najbliższa rodzina, znajomi i przybyli wierni, trwali w oczekiwaniu na rozpoczęcie Mszy Świętej celebrowanej przez J. E. Ks. Bp Edwarda Białogłowskiego, pasterza diecezji rzeszowskiej, z której pochodzi s. M. Bonawentura. We wspólnej koncelebrze wzięli udział zaproszeni kapłani, wśród nich obecny był Ks. Jan Krzywiński, proboszcz z Medynii Głogowskiej - rodzinnej parafii naszej Siostry. Jednym z otaczających Ołtarz był również brat Profeski - Krzysztof, kleryk V roku Seminarium Duchownego w Rzeszowie.

         Życie zakonne jest nieustannym składaniem ofiary Bogu na rzecz zbawienia świata. Modlitwa, pokuta, wszelki trud i poświęcenie, podejmowane są przez zakonnice ze względu na samego Boga i dla dobra dusz ludzkich. Ofiara, którą składa siostra zakonna swemu Oblubieńcowi, przynosi obfite owoce. Czyż bowiem może Oblubieniec odmówić prośbie swej oblubienicy, tej, która umiłowała Go bez reszty, nade wszystko? Oblubienica ufając bezgranicznie swemu Umiłowanemu, każdego dnia na nowo składa siebie w ofierze, odnawia swoją miłość i oddanie Bogu.

         Tą miłość i oddanie przypieczętowała 18 marca s. M. Bonawentura przez złożenie profesji wieczystej. Słowami: „Oto jestem Panie, bo mnie wezwałeś” wyraziła swoją gotowość do pełnienia woli Bożej poprzez kroczenie drogą świętej prostoty, pokory i ubóstwa, by coraz lepiej naśladować życie Jezusa Chrystusa i Jego Najświętszej Matki.

         Do wartości życia zakonnego i jego znaczenia nawiązał w kazaniu Ks. Biskup. Opierając swe rozważania na tekstach liturgicznych, zarówno z „Pieśni nad Pieśniami” jak i z „1 Listu do Koryntian”, ukazał nam wszystkim głęboki sens życia tylko dla Boga. Jak oblubienica oddaje się oblubieńcowi, tak osoba konsekrowana oddaje się cała Bogu. Głównym zadaniem powołanego ma być głoszenie Chrystusa Ukrzyżowanego. Do tej szczególnej misji wezwana jest każda zakonnica, która przez życie radami ewangelicznymi ma ukazywać światu właściwą hierarchię wartości, gdzie Bóg zajmuje bezwarunkowo pierwsze miejsce. Trzeba zatem dziękować Bogu za osoby konsekrowane, za ich świadectwo wiary, nadziei i miłości, za odwagę autentycznego życia Ewangelią.

         Takie podziękowanie wyraził także Ks. Biskup w odniesieniu do Neoprofeski, której historię powołania znał osobiście. Przyjęła ona zaproszenie Jezusa do pójścia za Nim, poświęciła się szczególnej Jego czci w Najświętszym Sakramencie. Opatrzność Boża skierowała ją do Kęt, gdzie już od 8 lat wypełnia swe powołanie adoratorki. Jego Ekscelencja skierował także słowa uznania i szacunku dla rodziców s. M. Bonawentury za trud wychowania i ofiarowania na służbę Bogu.

         Po kazaniu nastąpił najważniejszy moment ceremonii. Ponieważ przyrzeczenie miłości na całe życie jest trudnym aktem i tylko z pomocą łaski Bożej jest możliwe, dlatego Kościół w tak ważnym momencie przyzywa wstawiennictwa wszystkich Świętych, prosząc by Bóg wylał obficie łaskę swego błogosławieństwa na ślubującą Oblubienicę i utwierdził ją w tym świętym przedsięwzięciu. Wyrazem tej modlitewnej prośby jest postawa leżenia krzyżem podczas śpiewu litanii. Tuż przed godz. 12.00 w atmosferze ciszy, skupienia i uwielbienia Boga, wszyscy zebrani stali się świadkami aktu całkowitego oddania się Oblubieńcowi. Z widocznym wzruszeniem przyjmowali wypowiadane przez Profeskę słowa formuły: „(...) ślubuję żyć w posłuszeństwie, bez własności i w czystości przez całe moje życie (...) Poświęcam całą siebie nieustającej adoracji Pana naszego Jezusa Chrystusa w Przenajświętszym Sakramencie!” Zawarte z Bogiem przymierze miłości, choć wyrażone słowami, pozostaje zawsze tajemnicą duszy, która dotyka samego Boga i Jego odwiecznego zamysłu.

         Po podpisaniu przez Siostrę aktu profesji, celebrans udzielił jej uroczystego błogosławieństwa oraz poświęcił obrączkę ślubną i krzyżyk. Z serca przepełnionego radością Oblubienica wyśpiewała: „Jestem poślubiona Temu, który jest Synem Wiecznego Ojca, Dzieckiem Dziewiczej Matki i Panem całego Świata”. Szczęśliwa Neoprofeska, wdzięczna za łaskę powołania, dar ślubów i wspólną modlitwę w jej intencji, w wielu serdecznych słowach wyraziła na zakończenie Mszy Świętej swe podziękowanie - najpierw Jezusowi w Najświętszym Sakramencie, a następnie Ekscelencji, kapłanom, rodzicom, rodzeństwu i znajomym, nie zapominając także i o swoich współsiostrach.

         Dzieląc radość z Oblubienicą Jezusa, prosimy dla niej o łaskę dochowania wierności Temu, któremu ślubowała.

 Dodano: 06-04-2006

Bóg nas wezwał świętym powołaniem nie na podstawie naszych czynów, lecz stosownie do własnego postanowienia i łaski, która nam dana została w Chrystusie Jezusie przed wiecznymi czasami. (2Tm1,9) 

Śluby zakonne to wydarzenie niecodzienne i wyjątkowe. W zlaicyzowanym i zsekularyzowanym świecie niewielu bowiem słyszy Boże wołanie i na nie odpowiada decydując się na życie ubogie, czyste i posłuszne, takie jakim było życie Jezusa. Całym sercem i duszą odpowiedziała na nie siostra Rafaela. Było to dla nas ważne i radosne wydarzenie, którym pragniemy się z Wami podzielić. 

Powyższe słowa można było usłyszeć 23 lipca w przyklasztornym kościele Trójcy Świętej Sióstr Klarysek od Wieczystej Adoracji. Wypowiedział je ks. Andrzej Dobrzyński w czasie homilii podczas uroczystości ślubów wieczystych siostry M. Rafaeli, pełniącej w naszym klasztorze posługę siostry zewnętrznej. Środek wakacji, upalne lato, ludzie zajęci swoimi sprawami, a w tym maleńkim kościele, kęckiej Porcjunkuli, stała się rzecz może niegodna zainteresowania świata, ale dla siostry Rafaeli i dla naszej wspólnoty naprawdę ważna. Jedna z nas już na zawsze powiedziała Bogu „tak”. Po 8-miu latach formacji zakonnej i wnikliwego rozeznania duchowego siostra zdecydowała się resztę swojego życia spędzić u stóp Jezusa Eucharystycznego. Adorując Go, uwielbiając Go, dziękując Mu w chwilach osobistej modlitwy i kontemplacji, cichego sam na sam z Panem, ale także służąc Mu dostrzegając Jego oblicze w siostrach i braciach, których Pan postawi na jej drodze. 

Uroczystość złożenia ślubów poprzedziły ośmiodniowe rekolekcje, podczas których siostra Rafaela ostatecznie weryfikowała swoją decyzję, a także starała się swe serce maksymalnie otworzyć na głos Bożego Ducha, by jak najlepiej przygotować się do dnia zaślubin. Cała zaś wspólnota wspierała ją modlitwą a także zaangażowała się w różnego rodzaju prace, by uroczystość mogła się należycie odbyć. Tron wystawienia Najświętszego Sakramentu został odświętnie przybrany białymi różami, które miały symbolizować czystość i miłość oddania oblubienicy. 

Nadszedł wreszcie upragniony dzień ślubów. Przy śpiewie Magnificat wspólnota odprowadziła siostrę Rafaelę do furty klasztornej, by w kościele przed ołtarzem i wśród ludu Bożego mogła przeżywać Mszę Świętą, łącząc się z ofiarą Jezusa i podczas niej złożyć swoje śluby zakonne. Przed wejściem do kościoła miała miejsce wzruszająca ceremonia. Siostra otrzymała błogosławieństwo rodziców, księdza proboszcza z rodzinnej miejscowości oraz naszej Matki Przełożonej. Nie obyło się bez łez, szczególnie ze strony rodziców, którzy bardzo mocno i głęboko przeżywali wybór i decyzję swej córki. 

Po procesjonalnym wejściu do kościoła rozpoczęła się Msza Święta. Ksiądz Kapelan Marian Niziołek przywitał zaproszonych gości i kapłanów sprawujących Najświętszą Ofiarę, którzy z trudem mogli się pomieścić w naszym maleńkim Prezbiterium. 

Liturgia Słowa tego dnia była przebogata w treści. Czytania mszalne nawiązywały do tajemnicy życia Bogu konsekrowanego. Usłyszeliśmy z Pieśni nad Pieśniami, że miłość duszy do Boga jest jak śmierć potężna, że nawet rzeki nie zdołają jej zatopić.Takiej miłości może udzielić tylko Bóg, który pierwszy nas umiłował i pragnie, abyśmy odpowiedzieli na Jego Miłość. W liście do Filipian św. Paweł złożył świadectwo swej wiary i miłości do Jezusa Ukrzyżowanego, dla którego wszystko porzucił i uznał za śmieci. Święty poznał, co jest w życiu najważniejsze i co tak naprawdę się liczy, dla Kogo warto żyć. Podobną wymowę miała Ewangelia o bogatym młodzieńcu. Jezus pragnie, abyśmy Go kochali całym sercem i uwalniali się z wszystkiego, co nas w miłości zatrzymuje. Jego pełne miłości spojrzenie pomaga nam zostawić nasze “liczne posiadłości“, pokonać ludzkie słabości, bo dla Niego wszystko jest możliwe. Piękną homilię wygłosił wspomniany już ks. A. Dobrzyński. Zaprosił nas do refleksji na temat przeznaczenia człowieka, zjednoczenia z Bogiem i wieczności. Motywem wiodącym rozważań stał się górski potok. Ten z Tryptyku rzymskiego Jana Pawła II i ten płynący gdzieś na Podhalu, skąd pochodzi siostra profeska. Śluby wieczyste są wydarzeniem, które wprowadza nas w rzeczywistość transcendentną i jak zauważył kaznodzieja "mówią nam, że ostatecznym powołaniem człowieka jest zjednoczenie z Bogiem, jak jednoczą się wody górskiego potoku w rzekach, by w końcu znaleźć ujście w nieogarnionym oceanie". 

Człowiek został przez Boga wybrany i stworzony i “otrzymał misję wobec stworzenia, by ogłosić spotkanie z Przedwiecznym Słowem, Chrystusem, przez którego nawet przemijanie ma sens”. Doskonale odkryła to siostra Rafaela decydując się poświęcić temu całe swoje życie. 

Wstępując do naszego klasztoru stała się znakiem dla ludzi, “by nie zapomnieli o Bogu, lecz wielbili Go z wdzięcznym sercem“. Jej powołanie kontemplacyjne ma być ”lekarstwem dla świata, zapatrzonego w doczesne życie; pełne ludzi, którzy się nie zdumiewają, którym wystarczy istnieć i przemijać”. Homilię ks. Andrzej zakończył podziękowaniem rodzicom za dar życia i trud wychowania oraz życzeniami dla siostry Rafaeli. 

Teraz nastąpił obrzęd ślubów wieczystych. Najpierw wobec zgromadzonych osób siostra potwierdziła pragnienie życia radami ewangelicznymi i wolę oddania się Bogu całym sercem. Śpiewając Litanię do Wszystkich Świętych prosiliśmy o ich wstawiennictwo przed Bogiem, w intencji siostry profeski, która w tym czasie modliła się leżąc krzyżem. Po tej części nastąpił najważniejszy moment w życiu siostry Rafaeli składanie ślubów wieczystych. 

Z przejęciem wysłuchaliśmy słów: ”Ja siostra Maria Rafaela od Ducha Świętego otrzymałam łaskę od Pana, abym ... zachowała Ewangelię ... ślubuję żyć w posłuszeństwie, bez własności i w czystości. Poświęcam całą siebie nieustającej adoracji Pana naszego Jezusa Chrystusa w Przenajświętszym Sakramencie...” 

Oblubienica otrzymała obrączkę i krzyż, symbole zaślubin i przynależności do Chrystusa; “nie daj Boże bym się miał chlubić z czego innego jak tylko z krzyża Pana naszego Jezusa Chrystusa“. Na zakończenie Mszy Świętej siostra otrzymała specjalne błogosławieństwo, aby mogła wytrwać w złożonych Bogu ślubach. W ciągu trwania uroczystości siostra Rafaela promieniała radością. Jej głos zdradzał wzruszenie, a szczęście udzielało się nam, towarzyszącym jej duchowo w tych chwilach i modlącym się za nią, aby zawsze w jej sercu płonęła miłość do Jezusa. Mamy nadzieję, że to świadectwo z życia ubogiej siostry św. Klary obudzi w wielu tęsknotę za Bogiem i Jego miłością. 

Św. Klara w Testamencie pisze: „Wszedłszy więc raz na drogę Pańską uważajmy, abyśmy z niej, w żaden sposób nie zboczyły z własnej winy przez niedbalstwo lub niewiedzę, i nie przyniosły wstydu tak wielkiemu Panu, Jego Matce Dziewicy, świętemu naszemu Ojcu Franciszkowi, Kościołowi tryumfującemu, a także walczącemu”. Módlmy się zatem za wszystkie osoby konsekrowane, aby dochowały wiernie wszystkiego tego, co przyrzekły Panu. 

 


Siostry Klaryski od Wieczystej Adoracji z Kęt (c) 2005

ul. Kościuszki 6, 32-650 Kęty, tel. (0-33) 845 2146 :: projekt i wykonanie Ruski Mariusz